Bez Ceregieli

Podroze sa genialne!

Author: Przemek (page 1 of 2)

Jezioro Pukaki

Jezioro Pukaki to chyba jedno z moich ulubionych jezior na południowej wyspie w Nowej Zelandii. Jest położone zaraz przy najwyższym szczycie Nowej Zelandii, góry Cook’a. Kolor wody jest niesamowity i ciężko przestać się nim zachwycać. Na prawdę orgazm dla oczu! Niebiesko-turkusowy kolor zawdzięcza woda wypływająca z roztapiających sie lodowców z gór Alp. Najbardziej podoba mi się to, że dojazd do jeziora jest za kilkoma wzniesieniami i widok wyłaniającego sie turkusowego jeziora jest ultra satysfakcjonujący. To jakby ukryty skarb. Jak ktoś lubi łowić ryby można tutaj wyciągnąć pstrąga tęczowego oraz łososia. Jezioro jest mega zimne ale w lecie jak ładna pogoda utrzymuje się przez dłuższy okres czasu można sie wykąpać (raczej bym powiedział schłodzić). W pozostałych okresach pewnie po kilku minutach można dostać hipotermię – w końcu woda wypływa z topiących się lodowców.

Niesamowity kolor.

Zaraz przy jeziorze jest parking, gdzie można zjeść świeżego łososia oraz porobić zdjecia. W tle, po drugiej stronie jeziora widać górę Cook’a.

Od parkingu do samej wioski Aoraki Mt. Cook jedzie się ok 45 minut cały czas wzdłuż jeziora Pukaki z takimi widokami:

Zdjecie powyżej robione z punktu widokowego Peter’s Lookout.

A to ja skaczę sobię ze szczęścia bo tam jest prze ślicznie!

Zdjęcie z kwitnącym łubinem wykonałem w listopadzie. Także po drodze do wioski Aoraki Mt. Cook.

Oraz trochę dalej za jeziorem w dolinie.

A to już góra Cooka (Mt.Cook). Zdjęcie zrobione w nocy podczas pełni księżyca, z punktu widokowego zaraz na samym końcu trasy Hooker Valley. Było mega jasno i mogłem uchwycić ładne cienie oraz gwiazdy ponad szczytami gór.

Jesien w Arrowtown

Arrowtown jest małym miasteczkiem położonym 20 min jazdy od Queenstown. Głównie jego historia jest związana z poszukiwaniem złota. Dzisiaj jest pięknym malowniczym miejscem z restauracjami i kafejkami, otoczone pięknym malowniczym krajobrazem. Jesień jest cudna i wzgórza przekształcają się w kolorowe  żółto-brązowe lasy.

Chciałem się wtopić w tło ale nie mogłem znaleźć niebieskich kwiatków…

Wiekszość zdjęć zrobiłem w  Parku Wilcox Green, gdzie dużo ludzi przychodzi tutaj robić sesje zdjęciowe.

Tam też znalazłem to piękne żółte drzewo. Ktoś kiedyś powiedział, że jesień to drugia wiosna gdzie wszystkie liście przekształcają się w kwiaty.

Arrowtown jest położone nad Jeziorem Hayes. Już kiedyś wrzuciłem kilka zdjęć z okolicy ale tym razem widok też był wspaniały. Pogoda była perfekcyjna. Ciepło, bezwietrznie – co dało piękne odbicia od jeziora.

Byłem w okolicy w połowie kwietnia i miałem piękną pogode i piękne kolory. W zeszłym roku byłem tutaj w czerwcu (zdjęcie poniżej) i było już raczej zimowo.

Także polecam sie wybrać w sezonie jesiennym żeby zobaczyć to malownicze miejsce.

 

Przemek

Szlak Travers-Sabine w Nelson Lakes

Po swietowaniu Nowego Roku musialem troche odpoczac na lonie natury i wypocic kilka procentow z krwii. Postanowilem zrobic szlak Travers-Sabine – trasa ok 90km.

Dotarlem do wioski St Arnaud gdzie jest glowne biuro Departament of Conservation (DOC) i tam mozna wykupic bilety do schronisk, zapytac o dokladna pogode itp. Najbardziej popularne to schronisko Angelus ale trzeba miec zrobiona rezerwacje zeby sie tam zatrzymac. Ja jestem beznadziejny jesli chodzi o planowanie tras i wycieczek i wszylo ze najblizsze wolne zakwaterowanie jest dostepne w poniedzialek (a dotarlem do biura w piatek). Takze mialem kilka dni zeby zrobic caly szlak i zatrzymac sie w najpopularniejszym schronisku w ostatni dzien.

Napisze jak ja pokonalem trase, gdzie spalem i ile musialem pokonac kilometrow na kazdym odcinku. A na koncu wpisu napisze dlaczego nie polecam sie mna sugerowac…

Dzien 1, Piatek – Mt Robert -> Sabine Hut

Dojechalem na parking przy Mt Robert. Pogoda byla nie najlepsza. Lekki deszcz. Pochmurno. Niskie szare chmury. Mokro i przygnebiajaco. Ale jak sie idzie podziwiac nature to to nie ma znaczenia. Zauwazylem ze ludzie czesto robia pogodowe wymowki i de facto nigdy nic nie robia. W jednym z krajow skandynawskich jest powiedzenie (sparafrazuje) „Nigdy nie ma zlej pogody, tylko Ty masz zle ubranie”. Dzisiejszym moim celem bylo dotarcie do Chatki Sabine. DOC sugeruje ze moze to zajac 8 godzin. 3 godziny z parkingu do Chatki Speargrass, troche wpisnaczki ale dosc stopniowo wiec nie jest meczaca. Podczas wedrowki ladnie sie wypogodzilo i mozna bylo widziec niebieskie niebo.

Oraz kolejne 5 godzin to Chatki Sabine (nie mam zdjecia) gdzie wiececj jest zejscia w dol niz podejscia. Szlak przez cala trase jest przejrzysty i ciezko sie zgubic.

Na pewnych odcinkach jest miliard korzeni i to strasznie zwalnia albo miliard kamyczkow i to tez zwalnia. Na jednym etapie bylo duze osuwisko i trzeba sie wspinac i pozniej jest strome zejscie – wiec trzeba nadrobic troche wiecej trasy, wiecej sie spocic i spalic kalorii. Kilka dni wczesniej bylo duzo deszczu i wzdloz trasy jest mnostwo strumykow z ktrych mozna smialo pic, ja pilem i mi nic nie bylo, ale i tak sugeruje zabrac ze soba filtr do wody i jednak filtorwac wode.

Tak pierwsza noc spedzilem w Chatce Sabine zaraz przy Jeziorze Rotoroa. Zajelo mi to okolo 4,5 godziny. Jest pieknie i mozna plywac w jeziorze ale moskity nie daja spokoju i nie da sie od nich odpedzic. Najbardziej upierdliwe stworzenia jakie spotkalem. A w tym rejonie bylo ich miliard. I wszysktie chca Cie poznac…

Dzien 2, Sobota – Sabine Hut -> Blue Lake Hut

Z Chatki Sabine doszedlem do Chatki Blue Lake. Polozona jest dosc wysoko w gorach. Pogoda znowu sie zmienila i bylo dosc pochurmno wieczorem.

Obok jest Blue Lake (Jezioro Niebieskie) – jedno z najczystszych jezior na swiecie z mierzona przejrzystoscia na kilkadziesiat metrow. Ciezko to odzwierciedlic na zdjeciu i pomimo ze sa glony to woda i tak jest mega czysta.

Szlak od Chatki Sabine do Chatki Blue Lake jest wzdloz potoku ktory wyplywa z najczystszejszego jeziora na swiecie i woda jest niesamowita. Piekny niebieski kolor i mega duza przejrzystosc. Trasa glownie pnie sie w gore i w jednym momencie zmienia sie na bardzo stroma i wspinaczka jest dosc wymagajaca. Znowu jest mnostwo korzeni i kazdy krok jest wycienczajacy. Na szczescie na gorze sa piekne widoki i mozna zrobic kolejny spacer zeby zobaczyc  kolejne jezioro – Lake Constance – ale mi sie nie chcialo 😛

Dzien 3, Niedziela – Blue Lake Hut -> Upper Travers Hut

To chyba najgorszy dzien podczas tego szlaku. Przedemna mnostwo wspinaczki i pokonanie ponad 1000m roznicy wzniesienia.

Z Chatki Blue Lake zszedlem na dol do Chatki West Sabine.

Tam zrobilem sobie przerwe na posilek i zeby sie nawodnic.

I tak zaczela sie mordownia. Mega wspinaczka pod gore. Stromo, meczaco i tak przez kilka nastepnych godzin. Nie ma miejsca zeby odpoczac albo zeby bylo troche plasko. Masywna gora do przejscia. Najgorsze jest to ze dosc szybko zuzylem duza czesc wody a po drodze nie bylo miejsca zeby nabrac swieza wode. W koncu wszedlem ponac linie lasu i na gorze mialem piekny widok i lekka przerwe w sloneczku z widokiem na gory i doline w ktorej wedrowalem ostatnie 2 dni.

Teraz prawie jestem w okolicach Travers Saddle. 1787mnpm. Przede mna jeszczce troche trasy zeby dojsc do kolejnej chatki. Ale bylo tak ladnie i cieplo wiec polezalem sobie na trawie i podziwialem widoki. Na gorze jest maly strymyk i mozna nabrac wody. Przerwe miala takze grupka Izraelczykow wiec wypilismy razem herbate i zjedlismy kilka herbatnikow i daktyli. Po przejsciu siodla Travers dotarlem do Chatki Upper Travers.

Miejsce jest magiczne. Otoczone malym laskiem a w tle masywne gory. Mistrz. Tutaj spedzilem kolejna noc. Jak dotarlem bylem wymeczony, spocony i mega glodny. Na pewno zjadlem dzisiaj wiecej niz zaplanowalem. Bylo ladne popoludnie wiec spedzilem na zewnatrz. Zaraz obok jest maly strumyczek i mozna bylo wymoczyc gorace i zmeczone stopy.

Dzien 4, Niedziela – Upper Travers Hut -> Angelus Hut

Dzisiaj kolejny dzien wedrowki. Pokonalem juz kilkadziesia km. Plecak jest lzejszy ale zmeczenie wieksze. Z Chatki Upper Travers zszedlem do Chatki John Tait gdzie mialem przerwe.

Stamtad doszedlem do skrzyzowania, gdzie glowna trasa odbijala do St Arnaud gdzie wiekszosc ludzi zaczyna wedrowke, a szlaku prowadzacego do Chatki Angelus. Tam tez mialem kolejna przerwe bo na mapie wyglada ze przede mna kolejna wspinaczka.

Tak kolejne strome podejscie sie zaczelo. Bylo mega trudno. W niektorych momentach trzeba sie doslownie wdrapywac na skaly i byc prawie na czworaka. Na szczescie po drodze jest mnostwo strumyczkow i mozna napelnic butelke woda.

Gdzies po drodze jest sciezka prowadzaca do jednego z wodospadu.

Dosc spory i pomiedzy gestym buszem. Slychac go z daleka i mozna czuc mgielke na twarzy, z odbijajacej sie wody, z daleka.

Tak po kilku godzinnej wspinaczce w koncu dotarlem do Chatki Angelus.

Polozona na 1650mnpm i nad jeziorkiem, ktore jest zbawieniem zeby sie wykapac po ciezkiej wspinaczce. Pomimo, ze jest ultra zimne to i tak wbilem sie na golasa i wymoczylem zmeczone cialo. Pogoda zaczela sie zmeiniac ale mialem szczescie ,ze kilka przeswitow swiatla rozswietlo chatke odrozniajac ciemne zachmurzone gory w tle. W broszurce zdjecie chatki jest w piekny dzien ze sloneczkiem i jeziorkiem – wszyscy mysla ze to jakis kurort – ale na takiej wysokosci to nie ma tak cieplo i woda tez nie jest goraca, daltego przypominam zeby zabrac cieple ubrania.

Dzien 5, Poniedzialek – Angelus Hut -> Mt Robert 

To moj ostatni dzien na szlaku. Z chatki do parkingu jest tylko zejscie i nie jest tak meczaca trasa. Taki byl widok z gory:

Filmik troche sie wolno laduje ale daje rade.

Dotarlem do swojego auta, zjadlem jak potwor wiekszosc pozostalego jedzenia ktore mialem w aucie pojechalem sie wykapac do jeziora i pojechalem na nastepna przygode.

W ciagu 5 dni zrobilem okolo 90-100km. Czasami bylo latwo ale czasami podejscia byly bardzo wymagajace i mega strome. Trasa jest prze piekna. Ladne widoki gor, piekna woda w strumykach, ladne i zadbane schroniska, dzika i gesta roslinnosc. Trasa jest zadbana i dobrze oznakowana. Jedna z moich ulubionych na poludniowej wyspie dlatego od razu sie nia dziele. Czas do pokonania odcinkow przez DOC jest dosc hojny, pewnie dla mniej zaawansowanych wedrownikow albo rodzin. Ja zazwyczaj pokonywalem kazdy etap w prawie polowe czasu, poza miejscami gdzie jest mega wspinaczka, tam schodzi dluzej. Na pewno polecam szlak ale trzeba go dobrze zaplanowac.

Teraz napisze co ja bym zmenil i zasugerowal jakbym mial to powtorzyc. Jak widzicie na mapie ja poszedlem: Mt Robert – Speargrass – Sabine – Blue Lake – Upper Travers – Angelus – Mt Robert. Wiecej ludzi robi trase w odwrotnym kierunku bo ja mialem 2 mega wspinaczki zamiast 2 mega zejscia – moze trudniej na kolana ale w sumie mnie meczace. Najwiecej ludzi robi tylko trase: Mt Robert – Angelus Hut i wraca tak samo albo przez Speargrass. A jak chce sie zrobic cala trase to ludzie wybieraja: Mt Robert – Angelus – Upper Travers – Blue Lake – Sabine  – Mt Robert. Ja nie mialem wyjscia bo Chatka Angelus byla dostepna w poniedzialek i nie chcialem czekac 3 dni wiec zrobilem „trudniejsza” trase. Tak samo nie polecam zeby sie wspinac do Angelus Hut poprzez Hukere Stream – mordownia. Lepiej przez Robert Ridge albo Speargrass.

 

I tutaj jeszcze zamieszczam mapke z pokazaniem roznicy wzniesien oraz czasem przewidzianym pomiedzy schroniskami.

 

pozdrawiam
Przemek

Jesienny spacer w Hagley Park

U nas zaczyna sie jesien. Dni sa krotsze a poranki zimniejsze. Slonce dalej jest bardzo mocne w ciagu dnia i mozna lezec na trawie bez koszulki i sie opalac. Razem z moja wspollokatorka poszlismy na spacer do Hagley Park i porobilismy kilka zdjec. Wiele drzew ma piekny zolto-brazowy kolor. Ale nie ma to jak „Polska Zlota Jesien”.

Zauwazylem ze duzo ludzi zapomina ze mamy park w centrum miasta. Ludzie sa zagonieni w codziennej pracy i aktywnosciach i narzekaja ze trzeba daleko jechac zeby odpoczac na lonie natury. Hagley Park jest prawie w centrum i z kazdego zakatka Christchurch mozna sie tam dostac pewnie w mniej niz 15min.

Przez caly rok organizowane sa tam aktywnosci i rozne male festiwale. Jest ogrod botaniczny, plac zabaw z malym basenem dla dzieciakow, korty do roznych sportow i mnostwo alejek do spacerowania i biegania. Nawet mozna spotkac ludzi ktorzy szukaja grzybow (wszelakiego rodzaju).


W poszukiwaniu inspiracji

Serwus!

Zalozylem bloga bo chcialem sie dzielic moja podroza ale od czasu kiedy mieszkam w Nowej Zelandii jakos ochota mi opadla i coraz mniej dziele sie wlasnymi doswiadczeniami. Pewnie zauwazyliscie ze coraz mniej umieszczam zdjec na FB a opisy staja sie bardziej lapidarne. Nawet zapomnialem haslo do wlasnego bloga… Dzisiaj sie zalogowalem po raz pierwszy w tym roku i zdalem sobie sprawe ze moj ostatni wpis byl z pazdziernika 2015…

Jesli chodzi o rozne serwisy spolecznosciowe to najczesciej uzywam Instagram. Mysle ze jest to jeden z lepszych serwisow, ktory daje mozliwosc odkrywania ciekawych miejsc, sledzenia osob czy szukania inspiracji. Jest tez latwy w uzytkowaniu i poszukiwaniu czego sie dokladnie chce po tagach. Tez latwo rozroznic konta ktore daja kiepskie informacje od kont ktore moga na prawde inspirowac. Zauwazylem ze FB czesto podrzuca jakies dziwne linki i artykuly, ktore maja podchwytliwe tytuly, klikasz zeby dowiedziec sie czegos wiecej a de facto jest to strata czasu. Dlaczego pisze o Instagramie? Bo tam znalazlem inspiracje zeby ponownie zaczac pisac bloga.

Facebook’a ostatnio prawie w ogole nie uzywam. Raczej sluzy jako komunikator ze znajomymi i kalendarz zeby nie zapomniec o urodzinach znajomych – i czesto powod zeby do nich napisac chociaz raz do roku. Takze moze dlatego nie wrzucam tam duzo zdjec. Pozatym cokolwiek sie opublikuje na FB to traci sie swoje prawa autorskie. Zdjecia sa w beznadziejnej jakosci i chyba nikt nie czyta opisow pod nimi. Nie jestem najlepszy w pisaniu ale wpisy na blogu wydaja sie byc konstruktywne i latwiej w nich pokazac chronografie i opisac wiecej niz co przedstawia zdjecie. Dlatego wkrotce bede dzielic sie wpisami z mojego bloga. Trzymajcie kciuki!

Wycieczka do Akaroa

Ostatnio w Nowej Zelandii byl dlugi weekend i prognoza pogody byla super wiec postanowilem pojechac do Akaroa. Male miasteczko polozone ok 1,5h jazdy od Christchurch. Na mapie wyglada ze jest usytuowane w zatoce i otoczone gorami ale tak na prawde to byl wulkan… Ale to bylo miliony lat temu, pozniej zostal zalany przez wode polodowcowa i tak poprzez miliony lat erozji uksztaltowal sie na piekny polwysep. Miasto zostalo zalozone przez Francuzow ok 1840roku. Pomimo, ze Nowa Zelandia w podobnym czasie zostala kolonia Angielska to miasteczko dalej pozostalo w rekach francuzkich imigrantow. Do teraz powiewaja tutaj francuzkie flagi, nazwy ulic i architektura. Wyglada na bardzo przytulne miasteczko.

DSC_5749

Dzisiaj jest celem wielu turystow bo pomimo malych rozmiarow mozna tutaj na prawde spedzic wiele dni i skorzystac z wielu atrakcji. Glownie ogladanie pingwinow, plywanie z delfinami, zeglowanie, chodzenie po gorach, rowery, mnostwo restauracji i malych knajpek. A takze jest to miejsce gdzie na weekend wyskakuja tutaj bogatsi ludzie z Christchurch. Maja tutaj swoje domki na weekend, jachty, zaglowki i skutery wodne. Jak jest ladna pogoda to ulice sa zatloczone nowymi drogimi lub starymi drogimi odrestaurowanymi samochodami albo tanimi starymi Toytotami Lucida od backpackerow 😀

DSC_5761

DSC_5769

Ja dojechalem tutaj w sobote wieczorem. Od razu poszedlem do informacji turystycznej. Otwarta jest 7 dni w tygodniu ale tez zalezy od sezonu. W sezonie od 9 do 5 albo i dluzej poza sezonem krocej. Pani i Pan sa pomocni, maja duzo informacji, swietnie doradza, spokojni i cierpliwi. Kiwusi, super !  Dostalem za darmo mapke miasta oraz calego polwyspu. Super jest to ze w samym centrum miasta mozna zaparkowac auto za darmo i mozna tam tez spac. Dlatego nie musialem sie stresowac gdzie zaparkowac auto na noc zeby spac za darmo a nie dostac mandatu. W miescie jest kilka publicznych toalet wiec spokojnie mozna zalatwic swoje potrzeby, umyc zeby czy uzupelnic wode. Publiczne toalety w Nowej Zelandii to jest mistrzostwo. Gdziekolwiek sie nie ruszysz sa one wszedzie. W kazdym miescie/miasteczku/miejscu gdzie sa tyrysci. Zawsze sa czyste i zadbane i zawsze jest papier toaletowy ! Nawet w tych ktore wygladaja troche kiepsko i staro. Niestety publicznego prysznica w miescie nie ma ale mozna za 5$ sie wykapac w jednym z hostelu.

Wieczorem pospacerowalem po miescie ? Mozna przejsc z jednego konca na drugi w 20minut… To jest jedna z bardziej popularnych atrakcji do fotografowania w Akaroa. Molo z domkiem na koncu.

DSC_5776

W miescie jest takze latarnia morska, ktora zostala przeniesiona z koncowki polwyspu. Teraz pelni jako atrakcja turystyczna. A to podswietlona latarnia morska, ktora nie swieci 😀

DSC_5843

Nastepnego dnia poszedlem chodzic po gorach. Rano, przed informacja turystyczna i mapka ze sciezkami po gorach spotkalem mloda parke z Niemiec i poszlismy razem. Rano zapowiadalo sie ze bedzie pieknie ale po polgodzinnym spacerze wyszly chmury, zaczelo wiac i bylo ultra zimno. Na dole zaczalem w podkoszulku a skonczylem w kortce i czapce. Sciezka jest przyjemna i ciezko sie zgubic. Mylaca moga byc bramki, ktore odgradzaja stada owiec. Czasami wydaje sie ze wchodzisz na kogos posesje bo bramka jest zamknieta ale trzeba sobie otworzyc i isc dalej. Pewnie to jest kogos ziemia ale wiekszosc sciezek gorskich wioda przez polany z owcami lub krowami. I sa to tak zwane spacery wokol farm. Na gorze jak wspomnialem byla kiepska pogoda i smiesznie bylo sluchac ze dziewczyna narzekala na chlopaka – po co wybral ta sciezke, trzeba bylo isc krotsza, teraz musi marznac itd itp… Nie powiedzialem im ze troche rozumiem Niemiecki 😛 Na szczescie jak przeszlismy caly szczyt zaczelo sie robic ladnie i moglem porobic troche zdjec. Parka poszla do domu a ja poszedlem jeszcze na inna sciezke. Widoki byly prze piekne !

DSC_5863

DSC_5856

Dla leniwych – w to miejsce mozna dojechac autem! Wystarczy pojechac autem caly czas prosto w gore od informacji turystycznej. Na szlak trzeba skrecic w prawo a jak sie pojedzie autem to mozna wyjechac na sam szczyt i taki jest widoczek z jednej strony gory:

DSC_5930

DSC_5922

A taki z drugiej:

DSC_5934

DSC_5931

Niestety do konca polwyspu nie da sie dojsc bo plaze sa prywatne i naleza do farmerow. Mozna wykupic przepustke, chyba kosztuje ok 40$ i podobno w jednej z zatoczce mozna zobaczyc pingwiny.

Tu jeszcze jak schodzilem w dol.

DSC_5960

Podrozowanie niskim budzetem 😀  Ryz i tunczyk z domu. Robi robote !

DSC_5973

Nastepnego dnia wstalem o 530 rano zeby zobaczyc wschod slonca, tez nie mialem szczescia. W gorach byly chmury, nad morzem niebo bylo bezchmurne, wiec nie bylo ladnego czerwonego nieba i nie moglem zrobic zadnego zdjecia. Bylem za to  zmeczony, niewyspany i rozczarowany… Pozniej zrobilo sie ladnie wiec zjechalem w jedna z uliczek i bylo prze pieknie. Wokol byly tylko farmy z owcami, piekne widoki i swietne swiatlo zeby uchwycic jak tam jest ladnie.

DSC_6023

DSC_6036

DSC_6043

DSC_6045

DSC_6052

DSC_6074

DSC_6096

Jedna z uliczek (Lighthouse road), ktora jest ultra stroma, prowadzi do pierwotnego miejsca gdzie znajdowala sie latarnia morska. Tutaj polecam sie nauczyc jak hamowac silnikiem bo inaczej to mozna stopic hamulce… Dojedziemy, gidze widac koncowke polwyspu, piekne klify i wejscie do zatoki. A przed nami niesamowity kolor wody i poludniowy Pacyfik.
Do Christchurch mozna dojechac 2 drogami – jedna glowna albo przez Summit Road, ktora prowadzi przez wiercholek pasma gorskiego i mozna zjechac do 2 zatok. Pomimo ze dystans nie jest duzy to droga jest kreta i albo sie jedzie po gore albo mocno w dol i troche schodzi… Pewnie bylaby to dobra trasa do rajdu samochodowego.

DSC_6152

DSC_6164

I tak zlecialy mi 3 dni w Akaroa i okolicach. Kto mieszka w Christchurch to mysle, ze musi sie tam wybrac, jest blisko, pieknie i mozna na pewno spedzic tam wiecej czasu zeby eksplorowac caly polwysep.

DSC_6183

DSC_6191

DSC_6199

Przemek

Zycie w Nowej Zelandii po pierwszym miesiacu

To już mój pierwszy miesiąc w Nowej Zelandii. Może ktoś z Was się zastanawial jak wygląda tutaj zycie, co ma kraj do zaoferowania i jacy sa ludzie, jakie sa ceny itd. Oto moje pierwsze wrazenia.

1)Ludzie

Ludzie sa prze mili! Nowo Zelandczycy sa super gościnni i super pomocni. To moje pierwsze wrazenie i mam nadzieje ze tak pozostanie przez caly okres mojego pobytu. Każdy się uśmiecha, każdy zagadauje, odpowiada mile w sklepie, w okienku na poczcie, w urzędzie czy mowi czesc na ulicy nawet jak się nie znacie… Kilka przykladow pomocności, zaangażowania i goscinnosci.

Zaczalem tutaj karate to Sensei z którm utrzymywalem kontakt mailowy zaoferowal mi do pożyczenia kimno, pas. Jestem zwolniony z oplat bo jestem gościem i powiedział ze jakbym COKOLWIEK potrzebowal to znajomi z karate mi na pewno pomoga. Po pierwszym treningu poszliśmy w kilka osob na piwko. Dostalem darmowa kolejke a jak chciałem się zrewanzowac to dostalem stanowcze NIE bo jestem przecież gościem ! Zostalem także zaproszony na kolacje i dostalem informacje od znajomego ze jak pojade do innej miejscowości to jego rodzina może mi tam pomoc… Super !

Kolejny przykład pomocności. Szukalem mieszkania i pojechałem do jednej z dzielnic zobaczyć pokoj, akurat padal deszcz. Pogadalem z managerem i powiedziałem ze jade zobaczyć jeszcze inny pokoj na 2 strone miasta to sam mi zaproponowal ze może mi wziąć rower do bagażnika i mnie podrzucic to nie zmokne i będę szybciej…

Gdziekolwiek się nie rusze to ludzie maja problem z wymówieniem mojego imienia zwłaszcza pierwszej sylaby „Prze”. Wiekszosc osob pyta skad jestem, chce się nauczyć wymawiać moje imie poprawnie, pyta o Polske, moje podroze itp. Tak po prostu mila rozmowa. I to w większości miejscach, na poczcie, w banku czy w agencji pracy.

2)Krajobraz

Na razie ciężko powiedzieć jak wygląda cala Nowa Zelandia. Pomimo ze kraj jest ok 10% mniejszy niż Polska to odleglosc miedzy polnocnym a południowym przyladkiem to ponad 2 tys km, także jest dużo do przjechania. Jak na razie to widziałem morze i góry. I to wszystko mega blisko. Z mojej dzielnicy na wybrzeże jest 15 km, do pasma gor ok 90km, a na zachodnie wybrzeże 220km. Czekam na dobra pogode i będę zwiedzac.

3)Ceny

Wg mnie Nowa Zelandia jest drozsza niż Australia – czytaj mega drogo ! Duzo produktów jest importowanych przez co cena rosnie.

Owoce, warzywa, mieso, alkohol, nabial jest na pewno droższy niż w Australii. A oto kilka przykładowych cen: 1l paliwa 2$, 1kg piersi z kurczaka 15$, 1kg wołowiny 15-22$, 1kg jabłek 3$, 1kg pomidorow 10$ !!!, 1kg najtańszego zoltego sera 7$, najtańszy chleb 90c, 2l mleka 3$, 500g masla 3,7$, butelka wina od 7$, papierosy 22$ !!!, 12 malych piw 330ml 16$.

Drogo ? Tak i nie. Drogo dla przyjezdnych, dla lokalsow, przy obecnych zarobkach mysle ze jest ok.

Najtanszy supermarket to Pak’n’Save.

4) Zarobki, praca.

Praca na budowie 16-18$ na godzine, w restauracji 14-16$, kwalifiowany stolarz 24$, praca przy zbiorach często minimalna placa ok 14$, w sklepie 15-18$, praca biurowa od 18$. To podaje raczej minmalne wartości dla latwodostepnych prac, bez większych umiejetnosci czy wyksztalcenia. Inne prace ? Nie wiem… na razie zalapalem się na budowę. Tutaj dużo wymaga się dokumentów od wszystkiego… nawet jakbym chciał uzywac pile katowa to musze mieć zezwolenie… Można zarabiać po 100tys $ na rok ale trzeba mieć doświadczenie, umiejetnosci, papiery itp. Praca jest i mysle ze latwo znaleźć. Ja znalazlem do tygodnia czasu. W poniedziałek poszedlem po agencjach w miescie oddzwonili po kilku dniach, poszedłem donieść dokumenty i na następny tydzień już poszedłem do pracy. Mysle ze przy takich zarobkach ciężko narzekac na koszty zycia które wymieniłem powyżej.

5)Zakwaterowanie

Ja mieszkam w dość drogiej dzielnicy tutaj pojedynczy pokoj kosztuje ok140-180$ na tydzień i czasami w cenie wliczone sa media czasami trzeba dodac ok 10-20$ na tydzień za wode,prad, interent itd. W innych dzielnicach mysle ze można znalesc cos od ok 110$ na tydzień.

W hostelu pokoj z 8 lozkami od 30$ za noc, pokoj w hotelu 60-80$ i w gore.

To sa ceny z Christchurch.

6)Kupowanie auta.

Ostatnio się chwaliłem ze kupiłem auto. Jak to wygalda ? Super prosto ! Idziesz na poczte ze sprzedającym i uzupelnia się 2 papierki. W jednym sprzedajacy uzupelnia karte ze sprzedal auto i odsyla na adres urzędu a kupujący wypelnia inny formularz z danymi auta, swoimi i tez odsyla do urzędu. Calosc zajmuje 5 min i kosztuje 9$. Kupujacy dostaje kwitek ze posiada auto i do tygodnia czasu dostaje list potwierdzajacy przerejstrowanie auta. Koniec. Proste, wygodne i bezproblemowe. Dlaczego nie może być tak w Polsce ?

7) Poczta

Poczta to miejsce gdzie zalatwia się wszystko. Oczywiście wysylki, paczki itp. ale tez kupowanie auta, placenie za opłaty skarbowe, opłaty za rejstracje auta, wyrabianie numeru skarbowego itd. Panie sa usmiechniete, pomocne i wszystko wytlumacza, pomoga wypisac itd. Az milo !

8)Bezpieczenstwo

Jak na razie nie slyszalem o zadnych przestępstwach pobiciach czy podobnych. W okolicy gdzie mieszkam podobno jest dużo kradzieży bo studenci maja super laptopy w domach itd. wiec to kusi złodziei. Sa podobno dzielnice gdzie jest trochę niemilo ale nie slyszalem nic poważnego. W Melbourne jak mieszkałem to codziennie gdzies kogos zabito, jakies napaści czy cos. Tutaj spokojnie. Byłem w weekend w klubie i ludzie byli mili, nie widziałem zadnych bujek czy wyzywanek.

A tak pozatym to jest czysto. Swieze powietrze, piękne zachody i wschody slonca. Duza wilgoc wszędzie. Jak się nie da recznika na kaloryfer to po kilku dniach czujesz się jakbys się wycieral w szmate do podłogi. Drogi dla aut kiepskie ale dużo sciezek rowerowych. Nie ma dużych korkow, auta i sa te stare z lat 90 i najnowsze importowane z Europy. Najwiecej aut z Japonii. Z racji ze dużo produktów jest importowanych to czasami trzeba pochodzić po sklepach żeby dostać co się chce, zwłaszcza produkty spożywcze jak np. swieze chilli czy trawe cytrynowa. Te można dostać w specjalnych sklepach z azjatyckim jedzeniem. W Christchurch mieszka dużo białych, można spotkać Maorysow czy azjatow ale dość mało. Podobno w Auckland jest o wiele bardziej multikulturowo. Tyle co mogę powiedzieć po moim miesięcznym pobycie w 1 miescie. Co dalej ? Będę was informowal. Milego weekendu !

Murale w Christchurch

Christchurch jest cale w budowie, wspominalem ostatnio. Z racji tego gdziekolwiek sie nie ruszysz w centrum, bedziesz otoczony muralami. Niektore na prawde robia wrazenie. Czy to wandalizm ? Wedlug mnie nie i jest to na pewno sztuka. Zwlaszcza jak wiekszosc z murali jest na budynkach do rozbiorki. Ocencie sami!

DSC_4923

DSC_4927

DSC_4930

DSC_4931

DSC_4933

DSC_4934

DSC_4936

Ponizszy przyklad najlepiej odzwierciedla Christchurch. Piekny mural a budowa wokol.

DSC_4944

-Co mowi Batman do Robina wsiadajacego do batmobilu ?

-Wsiadaj Robin !

 

DSC_4946

DSC_4948

Wiza do Nowej Zelandii i najblizsze plany

Jak dostalem wize Pracuj i zwiedzaj do Nowej Zelandii ? Latwo ! Napisze jak to wygladlo z mojego doświadczenia.

Wymagania można latwo znaleźć na stronie ministerstwa zarówna naszego jak i Nowej Zelandii. Oto co musimy spelniac:

  1. Nigdy nie brales udziału w programie Pracuj i Zwiedzaj w Nowej Zelandii.
  2. Jestes w wieku pomiędzy 18 a 31 lat (nie ukonczyles 31 roku zycia).
  3. Nie towarzyszy Ci osoba na Twoim utrzymaniu (chodzi o dzieci, kochanka się nie liczy).
  4. Wazny paszport, który będzie jeszcze wazny 90 dni po zakończeniu planowanego pobytu.
  5. Posiadasz bilet powrotny lub srodku wystarczające na jego zakup.*
  6. Posiadasz srodki wystarczające na pobyt w Nowej Zelandii tj 4 200 NZD.*
  7. Posiadasz ubezpiecznie zdrowotne na okres pobytu w Nowej Zelandii.*
  8. Spełniasz wymogi zdrowotne.
  9. Jeśli aplikujesz z Nowej Zelandii to musisz tutaj być na wizie turystycznej.

 

* – nikt tego nie sprawdza… jak się uzupelnia wniosek przez internet to trzeba potwierdzić ze się cos tam akceptuje, masz kase i masz ubezpieczenie.

Jeśli chodzi o wymagnia zdrowotne to musialem zrobić RTG klatki piersiowej i wyslac do Nowej Zelandii. Trzeba udowodnić ze się nie ma gruźlicy. Placowki musza być rekomendowane przez urząd Nowej Zelandii. W Polsce sa trzy – 2 w Warszawie i 1 w Krakowie.

Oplata wynosi 165NZD.

Tyle ! Bulka z maslem. Wymagania sa, ale tak na prawde to kazdy sie tutaj zalicza. Najgorsze jednak jest to ze w przypadku Polski limit wiz jest przyznawany tylko dla 100 osob. Nastepny program rozpocznie się w lutym 2016.

Ja sie zorientowałem o tej wizie ok 1,5 tygodnia przed terminem rejestracji do wizy. Szybko poleciałem do doktora, zalatwilem RTG i poczytalem czego mozna sie spodziewacz podczas rejestracji przez internet. Serwis do rejestracji internetowej został otworzony o 10 rano czasu lokalnego, wchodzisz na strone, rejestrujesz się, uzupełniasz wszystkie dane, zajmuje to ok 10 min. Wysylasz i czekasz na odpowiedz. Ja dostalem odpowiedz zwrotna po ok 2,5 tyg ze przyznano mi wize. Przy uzupełnianiu formularza należy podac wszytkie dane personalne. Warto mieć przy sobie paszport, dowod osobisty (wymagają podania informacji z 2 dowodow tozsamosci), chyba dane ukończenia szkoły i w jakim obszarze spodziewasz się szukac pracy. Wszystko działa intuicyjnie.

W ten oto sposób jestem w Nowej Zelandii.

Pierwszym miastem, do którego przyleciałem jest Christchurch. Miasto w srodkowej części południowej wyspy. Najwieksze na poludniwej wyspie oraz trzecie w NZ. Kilka lat temu przeszlo bardzo duże trzęsienie ziemi i miasto wygląda na prawde dziwnie. W sumie to nie ma miasta… centrum po prostu jest jednym wielkim placem budowy. Nawet istnieje tutaj taka anegdota ze Christchurch jest jak amerykański paczek, miejsca mieszkalne na okręgu a w centrum nic. Sklepy i rozne instytucje sa przenoszone co chwile i jak się pyta o droge to smiesznie to brzmi ale ludzie odpowiadają – „Ostatnim razem bank był na ulicy…. Ale teraz to nie wiem…” haha. Często nawet tymczasowo sklepy itd. sa w kontenerach…

Christchurch

Dlaczego tutaj ? Bo jestem na wizie Pracuj I Zwiedzaj. Podobno tutaj jest najłatwiej znaleźć prace dla faceta na budowie. Zarobki sa dość dobre bo bez zadnych umiejetnosci zarabia się ok 16-18 dolarow na godzine i wzwyż. Praca w barze to ok 14-15 dolarow na godzine. Zycie jest na pewno droższe niż w Australii, zwalszcza alkohol i warzywa/owoce. Ja place za wlasny pokoj 150 dolarow na tydzień i to mam dość dobra cena. Nie ukrywam ze dla mnie glownym celem w NZ będzie odlozenie kasy na kolejne podroze, zwłaszcza po Azji która jest super tania. Dodatkowo Christchurch jest polozone w centralnej części wyspy wiec latwo zrobić wycieczki przez weekend i zobaczyć znaczna czesc wyspy mieszkając w jednym miejscu. W planie mam kupic auto i robic wlasnie takie wypady żeby dotrzeć do wielu miejsc w okolicach.

Jak długo tutaj będę ? Nie wiem. Wszystko zalezy od pracy i jak sie zapoznam z krajem, co gdzie jest, jak funkcjonuje, jak z praca itp to sie przeniose dalej. Na pewno do lata (czyli w Polsce zimy) chce zostać na południowej wyspie a może w przyszłym roku przeniosę się na polnocna wyspe. Tyle jak na razie. Trzymajcie kciuki żebym znalazł dobra prace  🙂

Milej niedzieli !

Przemek

Open Table – czyli jak sie zalapac na darmowy obiad w Melbourne

Na swiecie ogromne ilosci jedzenia sa marnotrawione. Ponizej kilka faktow:

  • Około 1/3 jedzenia wyprodukowanego na swiecie jest marnotrawioa.
  • Co roku kraje wysokorozwinięte wyrzucają taka sama ilość jedzenia (222 miliony ton) co produkcja zywnosci w rejonie Sahary w Afryce (230miliony ton).
  • W Australii zywnosc warta miedzy 8-10 miliardow dolarów jest marnotrawiona.
  • Co roku przeciętny Australijczyk odrzuca około 20% jedzenia, czyli co 5 reklamowke z zakupami co daje ponad 1000$ rocznie.
  • Około 50% produktów które laduja do kosza w Australii to swieza zywnosc i resztki z obiadow.

dane pochodzą z:

http://www.ozharvest.org/what-we-do/environment-facts/ oraz

http://www.lunchalot.com/foodwaste.php

Organizacja Open Table jest super inicjatywa, która ma na celu minimalizowanie efektu marnotrawienia jedzenia. Super ludzie, wolontariusze maja kontakty z roznymi sklepami, dostawcami, hurtowaniami z owocami, warzywami czy bankiem zywnosci i gotuja jedzenie które jest bliskie terminu przydatności. Glownie trafia do lokalnej spolecznosci, ludzi biednych ale także dla każdego zainteresowanego przechodnia, podróżujących czy znajomych. Można polaczyc przetwarzanie zywnosci oraz mile spotkania kolezenskie w jednym. Akurat moja kuzynka zna kilka osob, które biora czynny udział w tej organizacji wiec mogla mnie z nimi zapoznać i miałem przyjemność z nimi wspolpracowac.
Jak się podruzuje autostopem to jest super latwo poznac ludzi. Zawsze ktoś cie zaczepi po drodze, prowadzisz rozmowe w aucie, zdobywasz szybko znajomości i masz od razu znajomych w miejscu docelowym. Ja w Melbourne nie znalem nikogo oprócz mojego Wujka i Cioci. Przy organizacji takiego wydarzenia zawsze się poznaje mase osob, czasami przychodzą stali bywalce czasami podróżnicy jak ja a czasami znajomi znajomych. Latwo nawiazac kontakty, spedzic w inny sposób niż niedziele (tj kosciol, rosol, kotlet, familiada) i zdobywac nowe umiejetnosci kulinarne.
Co najbardziej mi się podoboalo ? Wydaje mi się ze atmosfera jak w MasterChef. Dostajemy produkty roznego rodzaju i w roznych ilościach i wtedy nastepuje burza mozgow: co możemy z tego zrobić ?a czas mamy limitowany. Prawie jak odcinek z „mystery box”. Ale kilka ludzi z pasja do gotowania zawsze cos wymyśli a czasami byłem zaskoczony co możemy zrobić z produktów które często w naszym domu dostja miano „ odpadki”. Z tego stworzyliśmy super sałatki, curry, placki, ciasta, itd. Niesamowite.
Dlatego jak ktoś będzie w Melbourne mocno zachęcam odwiedzić „Open Table” wziąć udział, ugotować, pomoc a jak nie to tylko przyjść i zjeść. A czasami nawet zrobiliśmy tyle jedzenia ze można było zabrać do domu i mieć na następne dni. Idealnie !

Wiecej na:

http://www.open-table.org/

Ponizej kilka fotek z naszych wydarzen:

Nasza ekipa w Collingwood.

DSC_3555 (2)

Zapiekane mlode warzywka.

DSC_2625

Super pyszne ciasto jablkowe z kruszonka.

DSC_2628

Lokalni sasiedzi.

DSC_3880

Nasza ekipa z Fritzroy

DSC_3883-2

Duuuuuzo darmowego chleba.

DSC_3885

Aloo gobi, ryz, salatka z czerwonej kapusty, ciasto jajeczne, soczewica, zapiekane ziemniaczki.

DSC_3890

Co prawda pisalem ze obiady sa za darmo ale jesli ktos ma poczucie ze chce nas wesprzec moze smialo to zrobic. Wszystkie dodatkowe pieniadze ida na przyprawy, oleje i inne produkty ktore nie dostajemy  za darmo.

DSC_3892

Pyszna warzywne placuszki z kalarepy, ziemniakow, marchewki i chilli. Cos podobnego jadlem w Iranie i sie nazywalo Kuku Sibzamini a tutaj nazywane Frittata.

DSC_3934

Na bogato w Brunswick.

DSC_3738

Cwiartki z ziemniaczkow, swieza salatka z pomidorkami, salatka z pomarancza i selera, salatka z kukskusu, zielona salatka na goraco.

DSC_3739

Kolacja w Brunswick.

DSC_3744

Older posts

© 2018 Bez Ceregieli

Theme by Anders NorenUp ↑