Po swietowaniu Nowego Roku musialem troche odpoczac na lonie natury i wypocic kilka procentow z krwii. Postanowilem zrobic szlak Travers-Sabine – trasa ok 90km.

Dotarlem do wioski St Arnaud gdzie jest glowne biuro Departament of Conservation (DOC) i tam mozna wykupic bilety do schronisk, zapytac o dokladna pogode itp. Najbardziej popularne to schronisko Angelus ale trzeba miec zrobiona rezerwacje zeby sie tam zatrzymac. Ja jestem beznadziejny jesli chodzi o planowanie tras i wycieczek i wszylo ze najblizsze wolne zakwaterowanie jest dostepne w poniedzialek (a dotarlem do biura w piatek). Takze mialem kilka dni zeby zrobic caly szlak i zatrzymac sie w najpopularniejszym schronisku w ostatni dzien.

Napisze jak ja pokonalem trase, gdzie spalem i ile musialem pokonac kilometrow na kazdym odcinku. A na koncu wpisu napisze dlaczego nie polecam sie mna sugerowac…

Dzien 1, Piatek – Mt Robert -> Sabine Hut

Dojechalem na parking przy Mt Robert. Pogoda byla nie najlepsza. Lekki deszcz. Pochmurno. Niskie szare chmury. Mokro i przygnebiajaco. Ale jak sie idzie podziwiac nature to to nie ma znaczenia. Zauwazylem ze ludzie czesto robia pogodowe wymowki i de facto nigdy nic nie robia. W jednym z krajow skandynawskich jest powiedzenie (sparafrazuje) „Nigdy nie ma zlej pogody, tylko Ty masz zle ubranie”. Dzisiejszym moim celem bylo dotarcie do Chatki Sabine. DOC sugeruje ze moze to zajac 8 godzin. 3 godziny z parkingu do Chatki Speargrass, troche wpisnaczki ale dosc stopniowo wiec nie jest meczaca. Podczas wedrowki ladnie sie wypogodzilo i mozna bylo widziec niebieskie niebo.

Oraz kolejne 5 godzin to Chatki Sabine (nie mam zdjecia) gdzie wiececj jest zejscia w dol niz podejscia. Szlak przez cala trase jest przejrzysty i ciezko sie zgubic.

Na pewnych odcinkach jest miliard korzeni i to strasznie zwalnia albo miliard kamyczkow i to tez zwalnia. Na jednym etapie bylo duze osuwisko i trzeba sie wspinac i pozniej jest strome zejscie – wiec trzeba nadrobic troche wiecej trasy, wiecej sie spocic i spalic kalorii. Kilka dni wczesniej bylo duzo deszczu i wzdloz trasy jest mnostwo strumykow z ktrych mozna smialo pic, ja pilem i mi nic nie bylo, ale i tak sugeruje zabrac ze soba filtr do wody i jednak filtorwac wode.

Tak pierwsza noc spedzilem w Chatce Sabine zaraz przy Jeziorze Rotoroa. Zajelo mi to okolo 4,5 godziny. Jest pieknie i mozna plywac w jeziorze ale moskity nie daja spokoju i nie da sie od nich odpedzic. Najbardziej upierdliwe stworzenia jakie spotkalem. A w tym rejonie bylo ich miliard. I wszysktie chca Cie poznac…

Dzien 2, Sobota – Sabine Hut -> Blue Lake Hut

Z Chatki Sabine doszedlem do Chatki Blue Lake. Polozona jest dosc wysoko w gorach. Pogoda znowu sie zmienila i bylo dosc pochurmno wieczorem.

Obok jest Blue Lake (Jezioro Niebieskie) – jedno z najczystszych jezior na swiecie z mierzona przejrzystoscia na kilkadziesiat metrow. Ciezko to odzwierciedlic na zdjeciu i pomimo ze sa glony to woda i tak jest mega czysta.

Szlak od Chatki Sabine do Chatki Blue Lake jest wzdloz potoku ktory wyplywa z najczystszejszego jeziora na swiecie i woda jest niesamowita. Piekny niebieski kolor i mega duza przejrzystosc. Trasa glownie pnie sie w gore i w jednym momencie zmienia sie na bardzo stroma i wspinaczka jest dosc wymagajaca. Znowu jest mnostwo korzeni i kazdy krok jest wycienczajacy. Na szczescie na gorze sa piekne widoki i mozna zrobic kolejny spacer zeby zobaczyc  kolejne jezioro – Lake Constance – ale mi sie nie chcialo 😛

Dzien 3, Niedziela – Blue Lake Hut -> Upper Travers Hut

To chyba najgorszy dzien podczas tego szlaku. Przedemna mnostwo wspinaczki i pokonanie ponad 1000m roznicy wzniesienia.

Z Chatki Blue Lake zszedlem na dol do Chatki West Sabine.

Tam zrobilem sobie przerwe na posilek i zeby sie nawodnic.

I tak zaczela sie mordownia. Mega wspinaczka pod gore. Stromo, meczaco i tak przez kilka nastepnych godzin. Nie ma miejsca zeby odpoczac albo zeby bylo troche plasko. Masywna gora do przejscia. Najgorsze jest to ze dosc szybko zuzylem duza czesc wody a po drodze nie bylo miejsca zeby nabrac swieza wode. W koncu wszedlem ponac linie lasu i na gorze mialem piekny widok i lekka przerwe w sloneczku z widokiem na gory i doline w ktorej wedrowalem ostatnie 2 dni.

Teraz prawie jestem w okolicach Travers Saddle. 1787mnpm. Przede mna jeszczce troche trasy zeby dojsc do kolejnej chatki. Ale bylo tak ladnie i cieplo wiec polezalem sobie na trawie i podziwialem widoki. Na gorze jest maly strymyk i mozna nabrac wody. Przerwe miala takze grupka Izraelczykow wiec wypilismy razem herbate i zjedlismy kilka herbatnikow i daktyli. Po przejsciu siodla Travers dotarlem do Chatki Upper Travers.

Miejsce jest magiczne. Otoczone malym laskiem a w tle masywne gory. Mistrz. Tutaj spedzilem kolejna noc. Jak dotarlem bylem wymeczony, spocony i mega glodny. Na pewno zjadlem dzisiaj wiecej niz zaplanowalem. Bylo ladne popoludnie wiec spedzilem na zewnatrz. Zaraz obok jest maly strumyczek i mozna bylo wymoczyc gorace i zmeczone stopy.

Dzien 4, Niedziela – Upper Travers Hut -> Angelus Hut

Dzisiaj kolejny dzien wedrowki. Pokonalem juz kilkadziesia km. Plecak jest lzejszy ale zmeczenie wieksze. Z Chatki Upper Travers zszedlem do Chatki John Tait gdzie mialem przerwe.

Stamtad doszedlem do skrzyzowania, gdzie glowna trasa odbijala do St Arnaud gdzie wiekszosc ludzi zaczyna wedrowke, a szlaku prowadzacego do Chatki Angelus. Tam tez mialem kolejna przerwe bo na mapie wyglada ze przede mna kolejna wspinaczka.

Tak kolejne strome podejscie sie zaczelo. Bylo mega trudno. W niektorych momentach trzeba sie doslownie wdrapywac na skaly i byc prawie na czworaka. Na szczescie po drodze jest mnostwo strumyczkow i mozna napelnic butelke woda.

Gdzies po drodze jest sciezka prowadzaca do jednego z wodospadu.

Dosc spory i pomiedzy gestym buszem. Slychac go z daleka i mozna czuc mgielke na twarzy, z odbijajacej sie wody, z daleka.

Tak po kilku godzinnej wspinaczce w koncu dotarlem do Chatki Angelus.

Polozona na 1650mnpm i nad jeziorkiem, ktore jest zbawieniem zeby sie wykapac po ciezkiej wspinaczce. Pomimo, ze jest ultra zimne to i tak wbilem sie na golasa i wymoczylem zmeczone cialo. Pogoda zaczela sie zmeiniac ale mialem szczescie ,ze kilka przeswitow swiatla rozswietlo chatke odrozniajac ciemne zachmurzone gory w tle. W broszurce zdjecie chatki jest w piekny dzien ze sloneczkiem i jeziorkiem – wszyscy mysla ze to jakis kurort – ale na takiej wysokosci to nie ma tak cieplo i woda tez nie jest goraca, daltego przypominam zeby zabrac cieple ubrania.

Dzien 5, Poniedzialek – Angelus Hut -> Mt Robert 

To moj ostatni dzien na szlaku. Z chatki do parkingu jest tylko zejscie i nie jest tak meczaca trasa. Taki byl widok z gory:

Filmik troche sie wolno laduje ale daje rade.

Dotarlem do swojego auta, zjadlem jak potwor wiekszosc pozostalego jedzenia ktore mialem w aucie pojechalem sie wykapac do jeziora i pojechalem na nastepna przygode.

W ciagu 5 dni zrobilem okolo 90-100km. Czasami bylo latwo ale czasami podejscia byly bardzo wymagajace i mega strome. Trasa jest prze piekna. Ladne widoki gor, piekna woda w strumykach, ladne i zadbane schroniska, dzika i gesta roslinnosc. Trasa jest zadbana i dobrze oznakowana. Jedna z moich ulubionych na poludniowej wyspie dlatego od razu sie nia dziele. Czas do pokonania odcinkow przez DOC jest dosc hojny, pewnie dla mniej zaawansowanych wedrownikow albo rodzin. Ja zazwyczaj pokonywalem kazdy etap w prawie polowe czasu, poza miejscami gdzie jest mega wspinaczka, tam schodzi dluzej. Na pewno polecam szlak ale trzeba go dobrze zaplanowac.

Teraz napisze co ja bym zmenil i zasugerowal jakbym mial to powtorzyc. Jak widzicie na mapie ja poszedlem: Mt Robert – Speargrass – Sabine – Blue Lake – Upper Travers – Angelus – Mt Robert. Wiecej ludzi robi trase w odwrotnym kierunku bo ja mialem 2 mega wspinaczki zamiast 2 mega zejscia – moze trudniej na kolana ale w sumie mnie meczace. Najwiecej ludzi robi tylko trase: Mt Robert – Angelus Hut i wraca tak samo albo przez Speargrass. A jak chce sie zrobic cala trase to ludzie wybieraja: Mt Robert – Angelus – Upper Travers – Blue Lake – Sabine  – Mt Robert. Ja nie mialem wyjscia bo Chatka Angelus byla dostepna w poniedzialek i nie chcialem czekac 3 dni wiec zrobilem „trudniejsza” trase. Tak samo nie polecam zeby sie wspinac do Angelus Hut poprzez Hukere Stream – mordownia. Lepiej przez Robert Ridge albo Speargrass.

 

I tutaj jeszcze zamieszczam mapke z pokazaniem roznicy wzniesien oraz czasem przewidzianym pomiedzy schroniskami.

 

pozdrawiam
Przemek